Makabra, siły nadprzyrodzone, mroczne zemsty, morderstwa i najbardziej przerażające wydarzenia jakie jesteś w stanie sobie wyobrazić to właśnie „Upiorne opowieści po zmroku”. Chodzące zwłoki, tańczące kości, szaleńcy z nożami i ucieczki krętymi uliczkami przed śmiercią – wszystkie te motywy znajdziemy w tym mrożącym
Gra przede wszystkim jednego aktora wyszła w Upiorne opowieści po zmroku 2019 PL zalukaj nieziemsko. Ludzie uwielbiają ten film ze względu na jego wszechstronność. W Upiorne opowieści po zmroku 2019 PL online nie brakuje niczego. To solidna dawka humoru, którą możesz podzielić się podczas wspólnego seansu ze znajomymi czy rodziną.
Powiązane tytuły z filmem Upiorne opowieści po zmroku (2019) - Sarah w swojej książce opisała historie jak z horroru. Kilka lat później grupa przyjaciół budzi do życia zawarte w niej
Vay Tiền Nhanh. Do kin trafił horror "Upiorne opowieści po zmroku". Większość potworów to zasługa mistrzów tradycyjnych efektów specjalnych. Jak powstały potwory z filmu? Najnowszy film grozy André Øvredala był nie lada wyzwaniem, ponieważ "Upiorne opowieści po zmroku" to w oryginale seria koszmarnych książek, których stałym elementem są niepokojące ilustracje autorstwa Stephena Gammella. Za produkcję filmu odpowiadał jednak Guillermo del Toro, który słynie z filmów pełnych pięknych zdjęć. Z tego powodu zdecydowano się na tradycyjne efekty specjalne. Jak powołano do życia trójwymiarowe wersje stworów z "Upiornych opowieści po zmroku"?"Upiorne opowieści po zmroku" - jak powstawały efekty specjalne?Fabuła najnowszej produkcji Øvredala łączy ze sobą kilka historii, które pojawiły się w antologii napisanej przez Alvina Schwartza. Okazuje się, że mimo popularnych ostatnimi czasy komputerowo generowanych efektów specjalnych, twórcy "Upiorne opowieści po zmroku" zdecydowali się sięgnąć po pomoc mistrzów tradycyjnych rozwiązań. Z tego powodu horror jest pełen praktycznych efektów specjalnych. Za ich pomocą ożyły nie tylko strach na wróble imieniem Harold, martwa kobieta, szukająca brakującego palca u nogi, ale również pokręcony Jangly Man! Kulisy powstawania stworów zaprezentowano w trwającym prawie 8 minut wideo, które trafiło na kanał YouTube portalu Jangly Mana wcielił się Troy "Twisty" James, który miał na sobie specjalnie zaprojektowany kostium. Podobnie było w przypadku wcześniej wspomnianej kobiety z historii "Duży palec u nogi". Nieumarłą postać zagrał Javier Botet. Aktor zniknął jednak całkowicie za sylikonowym strojem i toną efekty specjalne w "Upiornych opowieściach po zmroku" odpowiadało studio Spectral Motion, które pracowało między innymi przy takich tytułach, jak "Stranger Things", "Hellboy", "Blade", "X-Men: Pierwsza klasa", "Fantastyczna czwórka" czy "Atak na dzielnicę". Film "Upiorne opowieści po zmroku" trafił do polskich kin 9 sierpnia 2019 roku. W rolach głównych wystąpili Zoe Margaret Colletti, Austin Abrams, Natalie Ganzhorn, Gabriel Rush, Michael Garza oraz Austin też: "Upiorne opowieści po zmroku", reż. André Øvredal [RECENZJA] Sergiusz Kurczuk Redaktor antyradia
Horror ostatnimi czasie ma się bardzo dobrze. Z tego powodu w kinach pojawia się coraz więcej filmów grozy. Twórcy często odchodzą od oklepanych formuł i zamiast robić produkcje na jedno kopyto, dodają coś od siebie, w pewnym stopniu rewolucjonizując cały gatunek. Najsłynniejszymi reżyserami idącymi w tym kierunku są Jordan Peele ("Uciekaj!", "To my") oraz Ari Aster ("Dziedzictwo. Hereditary", "Midsommar. W biały dzień"). Zanim jednak nastała ich era, tego typu eksperymenty z kinem grozy robił Guillermo del Toro ("Hellboy", "Labirynt Fauna", "Kształt wody"). W filmie "Upiorne opowieści po zmroku" też maczał palce - jako producent i pomysłodawca scenariusza. Reżyserem horroru został natomiast André Øvredal znany z bardzo cenionych wśród widzów i krytyków straszaków "Autopsja Jane Doe" i "Łowcy trolli". Fot. foto: Upiorne opowieści po zmroku Widząc nazwiska del Toro i Øvredala wielu widzów pójdzie na "Upiorne opowieści po zmroku" w ciemno, licząc na horror na najwyższym poziomie - nie tylko technicznym, ale również artystycznym. Czy rzeczywiście tak jest? Akcja nowego tytułu rozgrywa się w roku 1968 - okresie ważnym nie tylko dla amerykańskiego społeczeństwa z powodu wojny w Wietnamie i ponownego wyboru na prezydenta USA Richarda Nixona, ale również dzięki narodzinom nowego podgatunku horroru. To właśnie w tym roku do kin weszła "Noc żywych trupów" George'a Romero, która zmieniła oblicze kina grozy. Głównymi bohaterami jest grupa nastolatków-wyrzutków. Stella (Zoe Margaret Colletti), Auggie (Gabriel Rush) oraz Chuck (Austin Zajur). Paczka mieszka w typowym amerykańskim miasteczku i wiedzie typowe amerykańskie życie, prowadzone przez dzieciaki u schyłku lat 60. XX wieku. Bohaterowie w noc Halloween postanawiają odgryźć się miejscowemu tyranowi imieniem Tommy (Austin Abrams) i uciekając przed nim, poznają tajemniczego Ramona (Michael Garza). W krótce trafiają do miejscowego nawiedzonego domu owianego lokalną legendą. Szybko przekonują się, że w strasznych historiach tkwi coś więcej niż ziarnko prawdy. Fot. foto: kadr z filmu Upiorne opowieści po zmroku Ich życie przeradza się w prawdziwy koszmar, kiedy odkrywają, że zabrana z nawiedzonej rezydencji książka z upiornymi opowieściami żyje własnym życiem i zaczyna sama z siebie snuć przerażające historie na temat każdego z głównych bohaterów. W miasteczku Mill Valley zaczynają się dziać coraz dziwniejsze rzeczy. Początkowo czuć więc klimat przypominający połączenie "Stranger Things" z serialami grozy dla nastolatków "Czy boisz się ciemności?" lub "Gęsia skórka". Szybko jednak okazuje się, że widzów czekają o wiele mocniejsze doznania, niż w przytoczonych powyżej tytułach. Sam pomysł, chociaż nie jest specjalnie oryginalny, wydaje się nadzwyczaj ciekawy. Niestety z wcieleniem go w życie jest już znacznie gorzej. "Upiorne opowieści po zmroku" to horror, który jest bardzo nierówny. Plusy tej produkcji cały czas są niwelowane przez minusy. Klimat, który początkowo przypomina mieszankę powieści Stephena Kinga i tomików Stine'a, jest wyczuwalny jedynie w pierwszej połowie filmu. Potem gdzieś ginie. Scenariusz jest niezwykle prowizoryczny. Mamy tu oczywiście do czynienia z horrorem, czyli gatunkiem, w którym bohaterowie nie zawsze podejmują racjonalne decyzje, ale w "Upiornych opowieściach po zmroku" zachowanie protagonistów jest w wielu przypadkach kompletnie bezsensowne. Zresztą jak większość ukazanej w filmie historii. Fot. foto: kadr z filmu Upiorne opowieści po zmroku Największym minusem jest sposób wywoływania w widzu uczucia grozy. Straszne sceny można policzyć na palcach jednej ręki i w zasadzie w każdym przypadku opierają się one na przewidywalnych jumpscare'ach. Działają, ale bardzo krótkotrwale i więcej emocji wywołuje chyba wycieczka w wesoło miasteczkowym domu strachów. Nie pomagają też takie sobie efekty specjalne. Innym zagadnieniem jest usilne wprowadzenie drugiego dna - odniesienia do polityki, pozorne snucie opowieści o opowieści oraz powierzchowna próba pogłębienia głównych bohaterów. W zasadzie nie wiadomo po co reżyser zdecydował się na dodanie tych elementów, bo i tak nic nie wnoszą do filmu. Nie można jednak zapominać o pozytywnych stronach. Na pewno należy do nich gra aktorska młodej części obsady. Protagoniści, mimo że zachowują się nieracjonalnie i bezsensownie wypadają całkiem naturalnie. Emocje, które przeżywają, nie są przerysowane, a reżyserowi udało się uchwycić atmosferę historii o paczce nastolatków. Największym plusem "Upiornych opowieściach po zmroku" jest zdecydowanie zabawa gatunkiem. Ten element docenią zapewne miłośnicy straszaków. W produkcji pojawiają się fragmenty takich podgatunków horroru jak slasher, historia o duchach i nawiedzonym domu, filmy o zombie, czarownicach, a nawet elementy body horroru i sceny rodem z japońskiego kina grozy. To jednak za mało i wprawiony fan naprawdę przerażających filmów będzie się najzwyczajniej w świecie nudził. "Upiorne opowieści po zmroku" to przeciętny horror, który można zobaczyć, ale i tak dość szybko się o nim zapomni. To trochę zmarnowany pomysł o całkiem dużym potencjale. O wiele lepiej dla tego tytułu byłoby, gdyby twórcy zdecydowali się zrealizować po prostu antologię krótkich horrorowych historii - czyli dosłowną adaptację serii książek, na której powstał film. Na plus wyszłoby też ich podkręcenie upiorności, bo każda z nich (może poza pierwszą) jest dość miałka, wtórna i służy głównie wypełnieniu czasu ekranowego, na który w większości składa się dość nijaka fabuła. Być może niedzielny widz kina grozy lub 13-latek (bo od tego progu wiekowego można wybrać się na "Upiorne opowieści po zmroku") ocenią tę produkcję nieco wyżej, ale osoby, które na horrorach zjadły zęby, będą raczej rozczarowane, nawet mimo wyraźnego ukłonu w ich stronę. Ocena: 5,5/10 Sergiusz Kurczuk Redaktor antyradia
André Øvredal po raz kolejny zaprasza widzów do świata oldschoolowych, rozciągniętych sweterków, wełnianych czapek, rowerów ze zjeżdzonymi oponami i uroczych domków na przedmieściach. Po popularnych "Stranger Things" i rewolucyjnym "To" w reżyserii Andresa Muschietti przyszedł czas na "Upiorne opowieści po zmroku". "Upiorne opowieści po zmroku" to tak naprawdę opowieść o rozterkach młodości, kryzysach rodzinnych i prawdziwej przyjaźni, jakiej nie widzieliśmy jeszcze nigdy na ekranach kin. Norweski reżyser funduje nam swoistą podróż, która wymaga zarówno wyostrzenia zmysłów, jak i intelektualnych wysiłków. Pewnego dnia ekipa przyjaciół z Mill Valley znajduje w opuszczonym, wiktoriańskim domu księgę z mrocznymi opowiadaniami, co psuje humor ich autorce. Niedługo potem sami stają się ofiarami "piekielnych", misternie skonstruowanych historii. Słodko-gorzkie rozterki młodych Bohaterowie "Upiornych opowieści po zmroku" nie rozumieją jeszcze, że przeżywają właśnie najpiękniejsze chwile swojego życia. Dzieciństwo mija przecież bardzo szybko, a wraz z nim beztroskie, "szczenięce lata". Zwykle idealizujemy je, będąc już poważnymi, dojrzałymi ludźmi. Stella, Ramón, Auggie oraz Roy mają własny, specyficzny sposób postrzegania rzeczywistości. Dostrzegają magię tam, gdzie nie widzą jej inni. Nawet przyziemne zjawiska bądź pozornie błahe wydarzenia stanowią dla nich niebywałą zagadkę na miarę potyczek intelektualnych Sherlocka Holmesa, zaś zwykłe przedmioty codziennego użytku uchodzą za niezwykłe. Te słodko-gorzkie rozterki młodych wywołują w widzach zarówno pobłażliwy uśmiech, jak i nostalgię. Odsyłają one przecież do wspomnień, które, głęboko zakorzenione w "dorosłych" umysłach, ożywają na widok upiornego śledztwa amatorskiej grupki specjalizującej się w poskramianiu szkarad podobnych do tych z "Labiryntu Fauna" czy "Kształtu wody". Wszyscy z pewnością tworzyli kiedyś straszne,mrożące krew w żyłach historie i opowiadali je przyjaciołom, siedząc w półmroku na strychu, gdzie nawet delikatny ruch, odgłos, trzask czy podmuch wiatru wywoływał gęsią skórkę. Oglądając "Upiorne opowieści po zmroku" przypominamy sobie również momenty, w których sami, niczym nastoletni bohaterowie filmu, kreowaliśmy abstrakcyjne idee, wymyślaliśmy kreatywne zabawy oraz szukaliśmy sekretnych miejsc. Rozgrywki te czyniły każdy dzień wyjątkową przygodą. W przypadku dzieciaków z filmu André Øvredala historie o duchach nie są jedynie fantazmatycznymi mrzonkami stworzonymi dla urozmaicenia wolnego czasu, lecz dzieją się naprawdę. Nagle muszą oni porzucić halloweenowe przebieranki i stanąć oko w oko z prawdziwym zagrożeniem. Nastolatkowie, pomimo młodego wieku, radzą sobie w trudnych sytuacjach, zachowując przy tym zimną krew i racjonalne myślenie, a przerażające wydarzenia kształtują ich osobowość. W rzeczywistości jednak zmagania z nadnaturalnymi mocami nie stanowią tutaj największego problemu. Najgorszym koszmarem spędzającym sen z powiek głównych bohaterów jest proza życia codziennego, osobista trauma i walka z wewnętrznymi demonami przeszłości. Reżyser "Upiornych opowieści po zmroku"subtelnie ukazał dramat dzieci, z różnych przyczyn dorastających szybciej niż rówieśnicy. Zjawisko to najlepiej obrazują losy neurotycznej Stelli oraz wycofanego Ramóna. Dziewczynka uważa, że to przez nią jej matka odeszła od ojca, przez co odczuwa permanentny, toksyczny wstyd. Zoe Margaret Colletti, dzięki swojej "rozedrganej" ekspresji, idealnie odzwierciedliła jej niepewny stan psychiczny. Chłopak zaś próbuje zaakceptować samobójczą śmierć brata, a także uciec z patologicznego, rodzinnego środowiska. Freud powiedziałby, że ich nerwice się uzupełniają. Humanista zaś stwierdziłby po prostu, że trudne przeżycia zbliżają do siebie ludzi. Zło przychodzi z niespodziewanej strony Film pokazuje zatem, że czasem to właśnie najbliżsi wyrządzają człowiekowi największą krzywdę. Morał ten można dostrzec szczególnie w jego punkcie kulminacyjnym, gdy poznajemy smutną historię głównego czarnego charakteru. Członkowie rodziny często popełniają zbrodnie w "białych rękawiczkach", raniąc słowem lub czynem. Urazy z dzieciństwa pozostają w ludzkiej psychice na długo i sprawiają, że dana jednostka nie potrafi znaleźć swojego miejsca w świecie. Bezustannie łaknie ona akceptacji i miłości. W takiej sytuacji warto, tak jak bohaterowie "Upiornych opowieści", zapomnieć o swoich korzeniach, poszukać prawdy o samym sobie, stać się niezależną, odrębną jednostką i zasięgnąć wsparcia z zewnątrz. W końcu pokrewieństwo wynika jedynie z więzów biologicznych i nie świadczy z góry o szczerej relacji międzyludzkiej. Czasem osoby, z którymi łączą nas jedynie koleżeńskie zażyłości, potrafią pocieszyć lepiej niż matka, ojciec, rodzona siostra czy brat... Przyjaźń bohaterów "Upiornych opowieści po zmroku" powstała na życiowych zgliszczach i przetrwała kolejną szaloną burzę. Funkcjonują oni jak jeden silny organizm powołany nie tylko do walki z ciemnymi mocami, ale również ze społeczną niesprawiedliwością. Stella, Ramón, Auggie oraz Roy, podobnie jak "Klub Frajerów" z filmu "To", protestują przeciwko rówieśniczemu ostracyzmowi, brakowi tolerancji dla inności i fałszywości w kontaktach międzyludzkich. Nie przypominają tutaj zakłamanych jednostek z powieści Gombrowicza zakładających maski, by ukryć pod nimi prawdziwą twarz. Charakteryzuje ich empatia, uczciwość, lojalność i altruizm. Nie popierają oni również gombrowiczowskiego podziału na wyższość i niższość. W ekipie nastolatków nikt nie dominuje ani nie uchodzi za lepszego od reszty. W kręgach tych panuje równość bez względu na wiek, poziom atrakcyjności, inteligencję czy posiadany majątek. Przyjaciele przywodzą na myśl zwartą, jednolitą masę, co sprawia, że bez zastanowienia skoczyliby za sobą w ogień, usiłując uchronić się wzajemnie przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Z tej historii płynie morał Produkcja André Øvredala służy więc za wykładnię przyjacielskiej miłości, wolnej od uprzedzeń i nie znającej żadnych granic. Uczucie to, tak czyste i bezinteresowne, stanowi domenę młodzieży, nieskalanej jeszcze "kulturowym" egoizmem. Dorośli, pochłonięci pracą i karierą, często zamiast pomagać innym w potrzebie, wykorzystują ich do osiągnięcia osobistych celów. Fabuła "Upiornych opowieści" dowodzi jednak, że trzeba obudzić w sobie uśpione, ludzkie odruchy i podać rękę bliźniemu, by uniknąć apokalipsy wartości moralnych i "samowsobności", powszechnej w XXI wieku. Dzieło Øvredala zarówno trzyma w lekkim napięciu, jak i dostarcza przyjemnej rozrywki. Zachwyca warstwą wizualną, jednak to jego podskórny przekaz uderza w widza najbardziej. Boimy się potworów, śmierci, nieczystych sił. Wierzymy w zabobony i zmory, a tak naprawdę najgorszym katem dla człowieka jest drugi człowiek.
upiorne opowieści po zmroku hbo